- Kto tam? - spytałam pakując książki w torbę.
- To ja! - krzyknął dziewczęcy głos.
- Yuuki, co ty tu robisz? - spytałam, otwierając przed nią drzwi.
- Oczywiście przyszłam po ciebie. - uśmiechnęła się, szatynka.
- Dziękuję, ale mogę sama dojść do klasy. - powiedziałam lekko znudzonym tonem.
- Wiem, ale o wiele fajniej iść razem.
- Tak, tak. Niech ci będzie. Poczekaj, wezmę książki.- powiedziałam.
Wzięłam torbę i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi. Poszłyśmy jeszcze do pokoju Yuuki, aby zajść po Yori i Zero. Po drodze brązowooka opowiadała o tym jak to ona się nie wyspała i, że ostatni patrol ją wymęczył. Muszę przyznać, że Yuuki chyba po prostu narzekać przyjaciołom. Cóż poradzić, ten typ tak ma. kilka minut i byłyśmy przy jej pokoju. Yuuki złapała za klamkę chcąc popchnąć drzwi. W tym samym czasie, będąca w środku Yori je pociągnęła, przez co nasza pani prefekt o mało co się nie wywróciła. Trzeba było przyznać, że na co dzień była dosyć niezdarna.
- Och, przepraszam Yuuki. - powiedziała Yori, zdając sobie sprawę z tego co się stało.
- Ach, to nic. - uspokoiła ją uśmiechem Yuuki.
- Co wy robicie? - zimny głos nadszedł zza moich pleców.
Zero, no jasne. Tylko on ma tak dobre wyczucie czasu, aby pojawić się akurat, gdy Yuuki udowadnia swoją niezdarność. Muszę przyznać, że Zero był przystojny. I to nie tylko według mnie. Na dziennych zajęciach był uważany za największe "ciasteczko", jak to mówiły dziewczyny. Wysoki, dobrze zbudowany. Uroku dodawały mu rzadko spotykane fiołkowe oczy i tak, jak u mnie białe włosy.
W czasie moich rozmyślań Yuuki, zaczęła tłumaczyć mu co się wydarzyło. Co prawda dosyć chaotycznie, no ale zawsze coś.
- Dzień dobry Zero. - przywitałam się z nim.
- Ach, tak. Dzień dobry. - jego odpowiedź była bardzo obojętna.
Całą czwórką ruszyliśmy do klasy, po drodze Yuuki dyskutowała z Yori o pracy domowej. A ja wróciłam myślami do Zera. Gdyby był bardziej dostępny i częściej się uśmiechał, nie gdyby on kiedykolwiek się uśmiechał, nie mógłby się odpędzić od dziewczyn. Kiedyś bardzo mnie zastanawiało, czemu on jest taki ponury. Kilka razy nawet go o to spytałam. Teraz przeklinam się za swoją głupotę. No bo jak ma się zachowywać ktoś, kto w wieku dziecięcym stracił rodziców przez wampira. Teraz ich nienawidzi, dodatkowo jest Łowcą wampirów, co wzmaga tę nienawiść. No i był prefektem. Co oznaczało ochronę tajemnicy wampirów, czyli wszystkich uczniów z nocnych najęć. Pewnie dla niejednej osoby pomysł trzymania ludzi i wampirów, czyli stworzeń, które żywią się naszą krwią jest no cóż głupie, a wręcz szalone. Co poradzić, nasz dyrektor jest szalonym pacyfistą. Pragnie "lepszego jutra" dla ludzi i wampirów.
Na chwilę zatrzymałam się przed klasą. Witaj matematyko, żegnaj logiczne myślenie. Lekcja była, strasznie męcząca. Nowy dział, trygonometria. Huraa! Zabijcie mnie. Już wolę pięćdziesiąt patroli pod rząd niż lekcje, a tym bardziej pracę domową z matmy.
zajęcia dzienne już się skończyły, prawie wszystkie dziewczyny biegły teraz pod bramę Księżycowego Akademika. Prefekci również musieli się spieszyć. Naszym głównym zadaniem było pilnowanie tajemnicy wampirów, patrolowanie w nocy, aby uczniowie ze Słonecznego Akademika nie łazili nocą oraz "eskortowanie" tych z nocnych zajęć. Tak jak co dziennie dziewczyny pchały się, żeby tylko być jak najbliżej chłopaków.
- Halo! Ogłoszenie dla mądrych inaczej. Zajęcia dzienne się skończyły, a uczniowie na nie uczęszczający mają się natychmiast udać do akademiku! - powiedziałam stojąc na murze, który otaczał Księżycowy Akademik.
- A odwal się! - krzyknęła, któraś z dziewczyn.
- Nie no jeszcze chwila i im przywalę i to Artemisem*- powiedziałam do Yuuki, zeskakując z muru, na co ta się uśmiechnęła.
- Do tyłu! - krzyknął Zero.
Uczennice od razu wykonały jego rozkaz. Były przerażone jego postawą. Nawet się im nie dziwie, białowłosy był naprawdę wściekły. Usłyszałam charakterystyczne skrzypnięcie, oznaczające otworzenie bramy. Za nią stali uczniowie nocnych zajęć. Przystojni mężczyźni i piękne kobiety. Na ich czele szedł przewodniczący tej klasy, Erik Kuran. Przystojny, wysoki, przywódca wampirów o długich, czarnych włosach i szkarłatnych oczach.
" - Przywódca? Czyli ich król? - spytałam dyrektora.
- Tak, można to tak ująć. - odrzekł.
- Jest jakimś szlachcicem, czy go wybrali?
- Nie. W społeczeństwie wampirów to tak nie działa. Widzisz Kuranowie to jedna z niewielu rodów wampirów czystej krwi. Są oni bardzo potężni i tylko oni mogą przemieniać ludzi w swoich pobratymców. - wyjaśnił Cross.
- Chyba w inne potwory. - mruknął Zero, jednak dyrektor go zignorował.
- To coś jak w Harrym Potterze?
- Nie. Wampiry mają różne rasy. Czystej krwi, zwani również poziomem A, to tacy, których krew nie jest połączona z ludzką, żaden przodek nie miał z człowiek dotyczenia. Dalej są szlachetnie urodzone, czyli poziom B, mogą one mieć różne moce lub dary, np władanie lodem, albo ogniem. Ich dawni przodkowie mieli jakiś bliższy kontakt z ludźmi, w sensie potomstwo. Są oni ochroniarzami poziomu A. Następnymi w hierarchii są zwykłe wampiry, poziom C. W ich przypadku jest bardzo różnie. Niekiedy jeden z ich rodziców to człowiek, a drugi wampir, któregokolwiek poziomu. Może być to trochę dalszy przodek. Nie mają żadnych mocy, prócz oczywiście regeneracji z ludzkiej broni, długowieczności, nadludzkiej szybkości i siły. Jest też poziom D, czyli człowiek zamieniony w wampira przez poziom A. Jeśli nie wypije on krwi tego, który go przemienił... staje się poziomem E. Nie ma rozsądku, kieruje się tylko instynktem. Wampiry nawet ich nazywają swoimi pobratymcami. Są one bez żadnego wyjątku likwidowane przez Łowców wampirów.
- Ale to jest tylko jedna rodzina czystej krwi? - dopytywałam.
- Nie.
- To, dlaczego Erik jest ich przywódcą?
- Kuranowie są najstarszym rodem wampirów, niegdyś to oni rządzili wampirami, potem te fuchę przejęła Rada Wampirów. Jednak wszystkim wampirom poziomu A jest oddawany wielki szacunek.
- Ach, rozumiem. - na tym skończyłam pytania."
Wspomnienie, kiedy dowiedziałam się o całej hierarchii wampirów nagle pojawił się w mojej głowie. Za tę nieuwagę zapłaciłam cenę. Konkretniej mówiąc, uczennice popchnęły mnie wprost pod nogi Erika. Jego refleks uratował mnie przed dosyć możliwym wstrząsem mózgu, lub chociażby jakimiś zadrapaniami. W sumie nie wiem co jest gorsze. Krew przy całej klasie wampirów, czy wstrząs mózgu? Chyba jednak to pierwsze.
Brunet złapał mnie w pasie jedną ręką, w której trzymał również książki, a drugą chwycił za nadgarstek.
- Wszystko dobrze? - spytał zatroskanym głosem.
- T-tak. Dziękuje. - odpowiedziałam rumieniąc się i stając już o własnych siłach. - Bardzo dziękuje za pomoc - powiedziałam kłaniając się*.
- Cieszę się, że nic cie nie jest. - powiedział przykładając dłoń do mojej twarzy. Ten jakże uroczy, ale onieśmielający gest przerwał Zero, zabierając rękę Kurana od mojego polika.
- Nocne zajęcia już się zaczęły Kuran.
- Ależ oczywiście Kiryu. - potwierdził Erik i na czele swojej klasy odszedł w stronę budynku.
Usłyszałam jeszcze tylko wzburzony ton Aidou, mówiący o zniewadze jakiej dopuścił się Zero.
- A wy co tu jeszcze robicie? Do pokoi! - krzyknął Zero, po czym wszystkie dziewczyny uciekły przestraszone. - Ech... że codziennie muszę znosić okrzyki tych głupich dziewczyn...
- Co ty robisz?! Mógłbyś okazać choć trochę szacunku! - krzyknęłam na niego.
- O czym ty mówisz?
Zamiast
odpowiedzi spojrzałam na niego i wywróciłam oczami.
- Aaa..
O niego Ci chodzi.- No co ty Sherlocku. - odpowiedziałam mu zirytowanym głosem.
Kiedy
nocni uczniowie doszli do szkoły prefekci mieli przerwę, która
trwała około dwóch i pół godziny. Mieliśmy czas aby coś zjeść, odrobić lekcje i trochę odpocząć. Potem mieliśmy straż
nocną, która polegała na pilnowaniu aby po nocy nie szwendali
się żadni uczniowie z dziennych zajęć.
Oczywiście
Zero ponownie nie przyszedł, albo się spóźni jak zawsze, byłam
tylko ja i Yuuki.
Yuuki maszerowała po naszym posterunku, którym był kamienny balkon szkoły, otoczony metrowym murkiem, na którym aktualnie siedziałam.
- Oho, nuda skończona. - poinformowałam widząc dwie uczennice w czarnych mundurkach, należących do Słonecznego Akademika.
- One się nigdy nie nauczą. - jęknęła szatynka.
- Co poradzisz, ludzkość to uparty gatunek. - powiedziałam i zmieniłam pozycję na stojącą. - Widzimy się za kilka minut. - zasalutowałam jej i skoczyłam w stronę pobliskiego drzewa. Złapałam za jedną z grubszych gałęzi po czym gładko wylądowałam na ziemi.
- Imię, nazwisko i klasa. Natychmiast. - rozkazałam. - Jestem pewna, że zostałyście uświadomione o tym, że uczniowie z zajęć nocnych, nie mogą przebywać o tej porze po za internatem.
- Chciałyśmy tylko ich zobaczyć.
- Klasa i nazwisko i do pokoi. - powtórzyłam.
- Ygh. - jęknęła jedna z nich.
- Co ci jest? - zobaczyłam, że łapie się za zranione kolano. - O nie. - Już do pokoi. - nakazałam.
Poczułam czyjąś obecność. Szybko wyjęłam Artemis i zaatakowałam. Kij zablokował ciemny blondyn o bursztynowych oczach.
- Sprawny atak. - skomentował wampir.
- Poczuliśmy zapach krwi, chcieliśmy sprawdzić co tak ślicznie pachnie. - skomentował niższy od niego.
- Akatsuki, Aidou. - szepnęłam do siebie. - Nie ważcie się do nich podejść. - zagroziłam, kierując Artemisem w zbliżającego się Aida.
- Tyle, że ja mówiłem - złapał za moją dłoń - o twojej krwi. - polizał niewielkie zadrapanie.
Musiałam się zadrapać zeskakując z drzewa. Nie dobrze.
- Aidou puszczaj! - nakazałam. Jego uścisk był naprawdę mocny, myślałam że zaraz mi ręka zsinieje.
Nie działały na niego moje słowa, a błękit oczu zmienił się w krwistą czerwień. Wpił jeden z ostrych kłów w moją skórę, co spowodowało ulecenie z niej krwi. Uczennice zszokowane, odkryciem tożsamości Aida, zemdlały. Po chwili przyssał się do mojej dłoni, obejmując mnie w talii. Wyrywanie się i krzyki nie pomagały.
- Smakujesz obłędnie. - wyszeptał mi do ucha. - A z szyi też mogę? - spytał odsłaniając kołnierzyk, czarnego mundurka.
- Aidou, co ty wyprawiasz? - z cienia wyszedł wysoki brunet.
- Erik? J-ja tylko...
- Doskonale wiesz, że picie krwi jest zakazane. - powiedział chłodno. - Wybacz mi Rose.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się, zasłaniając ranę rękawem.
- Jestem odpowiedzialny za ich czyny. Zostaną oni ukarani, a dziewczętom zmienimy pamięć. - W tym momencie znikąd pojawiła się Senri, i modulowała uczennicom pamięć.
- Dziękuje Erik. - skłoniłam się i wróciłam na posterunek.
Na balkonie prócz Yuuki był również Zero, z którym się od razu przywitałam.
- Co ci się stało w dłoń?
- Ach nic. To tylko zadrapanie. - wyjaśniłam.
- Masz, lepiej to zabandażuj. Jeszcze któryś z wampirów wyczuje i cię ugryzie. Kto wie, może będziesz jednym z nich. - zaśmiała się podając mi plaster.
Na te słowa Zero spuścił smutno głowę. O tym Yuuki nie wiedziała, ale Zero był jednym z nich.
- Co z dziewczynami? - spytał.
- Wróciły do pokoi. - odpowiedziałam. Zero bardzo denerwował się na samą myśl, że jakiś wampir mógłby dotknąć mnie, albo Yuuki. Bał się, że stanie się z nami to samo co z jego rodziną, albo nim.
- Skoro tak, pójdę się przejść. - oznajmił i zszedł na dół.
Patrol do końca był spokojny, a my mogliśmy w końcu wrócić do pokoi. Byłam
wykończona, nie dość że straciłam trochę krwi to jeszcze
musiałam tam przesiedzieć do drugiej nad ranem. Po tej
godzinie już nikt nie śmie wyjść. Czemu? Sama nie wiem, może się
boją. Tutaj krąży wiele różnych i dziwnych plotek. Kiedy zegar wskazał drugą wybiegłam zza balkonu i ruszyłam do akademika.
Mój pokój był dość daleko, a szeroki korytarz wydawał się być
nie skończoną drogą. Ciemno-drewnianą podłogę oświetlało światło Księżyca, dostające się przez duże okna. Na każdej kolumnie przy oknie, przytwierdzone były złote lampy, rzucały światło na kremową ścianę ze złotymi zdobieniami, niby ramami Zatrzymałam się przed sosnowymi drzwiami, na których
widniały dwie białe plakietki z czarnymi napisami. Na jednej było
napisane „Pokój nr 128”. Na drugiej zaś, znajdującej się
poniżej widniał napis „Rochelle Komori”. Na innych drzwiach są po dwa imiona, tylko ja i Zero mamy pojedyncze pokoje. Otworzyłam drzwi, wchodząc do środka, zapaliłam światło. Sztuczne światło szybko rozjaśniło całe pomieszczenie, a wraz z nim kremowe ściany z drewnianymi akcentami. Od razu skierowałam się s stronę dębowego, jednoosobowego łóżka. Zmęczona opadłam na nie. Najchętniej od razu położyłabym się spać. Niestety nie było o tym mowy. Wzięłam z szafy piżamę, po czym ruszyłam do łazienki. Cieszyłam się, że w każdym pokoju była łazienka. Nie musiałam iść nie wiadomo gdzie, żeby wziąć prysznic. Po wieczornej toalecie, położyłam się od razu spać.
Biel okrywała wszystko dookoła. Jedyne co się z niej wyróżniało to białowłosa dziewczyna pod kwitnącą wiśnią. Nie widziałam jej twarzy, przez spuszczoną głowę. Od całej scenerii odznaczał się również sztylet w jej dłoni i krew pod stopami. Obok nieznajomej zaczęły się pojawiać znajome mi postacie. Yuuki, Zero, dyrektor Cross, Yori, tyle że wszyscy się nie ruszali i byli bardzo bladzi. Czy oni byli martwi? Nie. Nie!
- Nie! - krzyknęłam zrywając się do siadu. - To sen. To tylko zły sen. - uspokajałam się, oddychając co raz to wolniej i bardziej równomiernie.
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Słowniczek:
Artemis - anty-wampirza. Artemis jest w swojej "normalnej" formie, zwykłym prętem o długości około 20 centymetrów, może zostać jednak przedłużony, a jego ostateczną formą jest kosa. Jeżeli jakiś wampir go dotknie, wywoła to błyski, które są dla niego nieprzyjemne, ale nie mogą go zabić. Dopiero gdy Artemis przybierze formę kosy, jest wstanie zabić wampira. W mandze jest to broń przekazywana z pokolenia na pokolenie w rodzinie Kuran. A że w tej powieści Yuuki nie należy do tej rodziny, Artemis jest bronią Łowców.
Yuuki kłania się Erikowi, ponieważ w Japonii przy przeprosinach, osoba przepraszająca kłania się tej drugiej, którą przeprasza.
Wiem, że rozdział miał się pojawić wczoraj, ale okazało się, że był napisany tak źle, że musiałam pisać go od nowa. Taki to ja mam fart. Mam nadzieje, że wam się podobał pierwszy rozdział. Drugi postaram się dodać jak najszybciej. Ale niczego nie obiecuje.
A tutaj taki mój podpis :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz