poniedziałek, 29 stycznia 2018

Rozdział 2 "Dzień jak co dzień"

Dzisiejszy dzień ewidentnie nie zalicza się do najlepszych. Wczorajszy sen nie dawał mi spokoju, nawet teraz na lekcji o nim myślę. Wpatrywałam się w zeszyt nie widząc co tam było napisane. Wciąż przed oczami wyobraźni przelatywał mi ten okropny sen.
- Może Roschelle nam odpowie. - usłyszałam głos nauczyciela.
Spojrzałam zdziwiona na niego. Oczekiwał odpowiedzi na pytanie, którego nie słyszałam.
- Em, a więc... - dukałam.
- Roschelle, słyszałaś pytanie? - profesor spojrzał na mnie, doskonale znając odpowiedź.
- Nie, profesorze. Przepraszam. - odpowiedziałam ze skruchą w głosie.
- Zakładam, że bycie prefektem nie jest łatwe. - powiedział wzdychając - Mimo to, ta służba nie zwalnia cię z uważania na lekcji. - dodał już ostrzejszym tonem.
Poczułam nagłą słabość, a przed oczami widziałam tylko zarysy sylwetek. Słyszała stłumione wołania, a potem ciemność.
Otępiający ból głowy, nie poprawiał mojego samopoczucia. Nie do końca wiedziałam co się wydarzyło. Sceny przelatywały mi przed oczami jak film. Lekcja, pytanie, brak odpowiedzi, nauczyciel, pustka w głowie, ciemność. Chyba, zemdlałam. Ale czemu wciąż jest ciemno?! Zmusiłam się to podniesienia, ciężkich powiek. Wydawały się ważyć kilkanaście, dobrych kilogramów.
- Nareszcie raczyła się panna obudzić. - od razu zobaczyłam młodą kobietę. A raczej jej brązowe oczy. Białe nakrycie głowy  z czarnym paskiem pośrodku. Czyli jestem u pielęgniarki.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Zatrzymałam wzrok na wejściu, w którym stał wysoki chłopak o czerwonych oczach. Erik! Co on tu robi do diabła?!
- Cieszę się, że nic ci nie jest. - uśmiechnął się, podchodząc do łóżka.
Pielęgniarka postanowiła, go przepuścić i nas zostawić, bo idzie po jakieś leki. Dziękuje kochana pielęgniarko. Pomyślałam z ironią. Nie żebym nie chciała z nim pobyć sam na sam. Tylko może w mniej sterylnych warunkach.
- Jak się czujesz? - spytał, siadając na skraju łóżka.
- W porządku. - powiedziałam, lekko zawstydzona tą bliskością.
Jego zimna dłoń pojawiła się na moim czole, dając niewyobrażalną ulgę. Na chwilę zapomniałam o wstydzie i zamknęłam oczy z przyjemności jaką dawał chłód.
- Masz lekką gorączkę. - oznajmił i zabrał źródło mojej ulgi.
- Och, to pewnie nic takiego. - uspokoiłam go, uśmiechając się. - Ale, nie chce być niegrzeczna. - zaczęłam - Jednak czemu właściwie tu jesteś?
- Zaniepokoiłem się na wiadomość o twoim zasłabnięciu. Chciałem wiedzieć czy to czasem nie przez brak krwi.
- Ach, rozumiem.
- A to był dobry pretekst do odwiedzenia cię. - dodał szybko posyłając mi słodki uśmiech.
- Ja, chyba... muszę się zdrzemnąć. - oznajmiłam nagle, kładąc się i zakrywając kołdrą.
Zamknęłam oczy, usiłując jak najszybciej zasnąć. Czułam niesamowite ciepło w sercu na myśl, że on się o mnie martwi i, że chciał mnie odwiedzić.
- Nie pozwolę cię skrzywdzić. Już nigdy więcej. Mój aniele, miłych snów. - szepnął chłopak.
Jego słowa wywołały u mnie reakcje przybliżoną do palpitacji serca. Słyszałam oddalające się kroki, a kiedy drzwi się zamknęły, wstałam do siadu i przetarłam dłońmi twarz. Uszczypnęłam się kilka razy, aby być pewną, że to nie sen. Wciąż  nie mogłam uwierzyć, w to co on powiedział.
Niedługo potem pielęgniarka wróciła, dała mi leki i kazała spać. Choć nie było to łatwe w końcu zasnęłam.
Płatki wiśni opadały swobodnie na ziemie. Pod drzewem stała białowłosa dziewczyna. Z pleców wyrastały ogromne, czarne skrzydła. Dojrzałam w jej dłoni srebrny sztylet, który kurczowo zaciskała w pięści. Jej dłoń powędrowała do konara wiśni, która po chwili zaczęła czarnieć, aż w końcu całkowicie zmieniła się proch i zniknęła. Jasność odstępowała ciemności, oświetlając jedynie dziewczynę. Odwróciła się do mnie przodem. Twarz zasłaniała metalowa maska. Białowłosa zaczęła powoli do mnie podchodzić. Ja próbowałam się cofnąć, ale byłam przyparta do jakiejś ściany. Nieznajoma była co raz bliżej. Ze strachem obserwowałam jak bawi się sztyletem, aż w końcu zbliża się do mnie na odległość kilku centymetrów i patrzy w oczy. Błękitne oczy z czystą rządzą mordu. Wymierzyła cios wprost w mój brzuch...
- Nie! - krzyknęłam, budząc się z koszmaru.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nikogo nie było. Żadnej białowłosej dziewczyny. Jestem bezpieczna.
- Roschelle, co się stało? - w drzwiach pojawił się zmartwiony Erik.
- N-nic. To tylko... koszmar. - odpowiedziałam.
Czarnowłosy podszedł bliżej i lekko się nade mną nachylił. Zaczesał kosmyk moich włosów za ucho i uniósł moją twarz. Jego usta były wygięte w słodkim uśmiechu.
-  Nie musisz się niczego bać. Nic ci się przy mnie nie stanie.
- Dz-dziękuje. - zarumieniłam się po uszy.
Za blisko. Za blisko! Ewidentnie był za blisko! Serce waliło mi jak szalone. Odruchowo zamknęłam oczy, nie wiedząc do końca co robić. Ucisk na podbródku zelżał, więc podniosłam powieki. Wampir stał wyprostowany, wciąż się do mnie uśmiechając.
- Panno Komori. - usłyszałam głos pielęgniarki.- Możesz już wrócić do pokoju. - uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Och. Dziękuję. - odpowiedziałam.
- Yuuki przyniosła ci ubrania na zmianę, gdy spałaś. - podał mi reklamówkę  szafki.
- Dz-dziękuję. - przyjęłam torbę i poleciałam do łazienki. Tam się ogarnęłam i spakowałam brudne rzeczy do reklamówki.
Kiedy wróciłam na salę, Erik wciąż stał przy łóżku, a na jego bladej twarzy rozkwitał delikatny uśmiech. Zaproponował, że odprowadzi mnie do pokoju. Trwały właśnie lekcje, więc nie musiałam się martwić o niepotrzebną publikę. Przechodziliśmy właśnie przez bramę do Akademiku Słonecznego. Przez całą drogę między nami unosiła się cisza, której nie potrafiłam przerwać. Byliśmy już pod drzwiami mojego pokoju, gdzie się zatrzymałam i zwróciłam w jego stronę.
- Bardzo dziękuję, że mnie odprowadziłeś i za całą twoją uprzejmość. Przepraszam za kłopot. - skłoniłam się dosyć nisko.
- To żaden kłopot. - wyciągnął do mnie rękę, abym się wyprostowała, co zrobiłam, przyjmując pomoc. - To przyjemność. Wracaj do zdrowia. - pomachał mi i odszedł w głąb korytarza.
Otworzyłam drzwi, a po zamknięciu ich, osunęłam się po drewnie. Przy jakim pulsie serce nie wytrzymuje? Bo ja mam chyba z tysiąc. No dobra Roschelle! Musisz się opanować. W końcu to tylko zwykła troska starszego kolegi. Tak. Dokładnie.
Wstałam z podłogi i ruszyłam do łóżka, na które natychmiast padłam. Niestety mój odpoczynek nie trwał długo. Po chwili pokój zapełniło echo pukania. Z cierpiętniczym westchnieniem podeszłam do drzwi i  je otworzyłam. Do pomieszczenia dosłownie wparował dyrektor Cross.
- Roschelle! Jak ja się ciesze, że nic ci nie jest. Porządnie mnie wystraszyłaś. Oj ty, ty. - uśmiechnął się, po czym postawił tace z ciasteczkami i herbatą na biurko. - No to, jak się czujesz? Wszystko dobrze i czemu zemdlałaś? Źle się odżywiasz? Czy... mam nadzieje, że to nie anemia. - wyszeptał, jakby ktoś nas podsłuchiwał.
- Nie, to nie anemia. Zwyczajne przemęczenie. - wyjaśniłam. - Ale co pan tu robi, dyrektorze?
- Jak to co? Ja zawsze dbam o swoich ukochanych prefektów. - przytulił mnie, a raczej zgniatał kości.
- T-to wspaniale. - wydusiłam, po czym prędko wypuścił mnie z objęć.
- A przy okazji jak tu jestem. - zaczął, a ja nalałam herbaty do dwóch przygotowanych filiżanek. - Pojutrze przyjeżdżają do nas nowi uczniowie. Z Anglii, są z rodziny królewskiej.
- Czy oni nie mają tam prywatnych nauczycieli? - spytałam.
- Owszem. Jednakże - upił łyk herbaty i spojrzał a mnie poważnie - to wampiry.
- Co? Ale, jak to? Myślałam, że o tej szkole wie tylko rodziny tych wampirów, co się u nas uczą.
- Oj Roschelle. Wampirów w porównaniu z ludźmi może i jest mało, jednakże takie szkoły nie są dla nich tajemnicą. Ale nie przyjmujemy wszystkich wampirów. Jednakże, trochę głupio odmówić rodzinie królewskiej. - powiedział zakłopotany.
- Ech. Super, kolejne wampiry do upilnowania. - westchnęłam.
- A no i chciałabym abyś miała na nich oko i ich oprowadziła.
- Jak to mieć na nich oko? - spojrzałam poważnie na dyrektora.
- No wiesz, żebyś na nich uważała i była ich przyjaciółką. To prośba ich ojca.
- Przecież ich nie znam?!
- Wiem, wiem. Ale jestem pewien, że ich polubisz.
Po ty wyszedł, życząc mi powodzenia i szybkiego powrotu do zdrowia. Nie mogłam uwierzyć, czego dyrektor ode mnie wymagał. Przecież nie będę ich przyjaciółką na siłę. W dodatku z królewskiej rodziny. Pewnie jakieś paniczyki. Nie no świetnie. Oparłam się ciężko o krzesło.
- Ech, dzień jak co dzień. Nie ma co. - powiedziałam na głos.

__________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Jej! Kolejny rozdział po ponad miesiącu. Tak, przepraszam. No, ale jest nie? Cieszmy się i radujmy się znów. Mam nadzieję, że wam się spodobał.

wtorek, 26 grudnia 2017

Rozdział 1 "Akademia Cross"

Kolejny typowy dzień. Wstać, umyć się, ubrać, umalować, zjeść śniadanie, iść na zajęcia, patrol, lekcje, patrol, spać. Gdzieś pomiędzy to wciśnie się obiad i kolacja. No to rozkład zadań już mam. Co mi strzeliło do łba, żeby zostać tym prefektem? Puk-Puk! - zabrzmiał dźwięk uderzania w drzwi.
- Kto tam? - spytałam pakując książki w torbę.
- To ja! - krzyknął dziewczęcy głos.
- Yuuki, co ty tu robisz? - spytałam, otwierając przed nią drzwi.
- Oczywiście przyszłam po ciebie. - uśmiechnęła się, szatynka.
- Dziękuję, ale mogę sama dojść do klasy. - powiedziałam lekko znudzonym tonem.
- Wiem, ale o wiele fajniej iść razem.
- Tak, tak. Niech ci będzie. Poczekaj, wezmę książki.- powiedziałam.
Wzięłam torbę i wyszłam z pokoju, zamykając drzwi. Poszłyśmy jeszcze do pokoju Yuuki, aby zajść po Yori i Zero. Po drodze brązowooka opowiadała o tym jak to ona się nie wyspała i, że ostatni patrol ją wymęczył. Muszę przyznać, że Yuuki chyba po prostu narzekać przyjaciołom. Cóż poradzić, ten typ tak ma. kilka minut i byłyśmy przy jej pokoju. Yuuki złapała za klamkę chcąc popchnąć drzwi. W tym samym czasie, będąca w środku Yori je pociągnęła, przez co nasza pani prefekt o mało co się nie wywróciła. Trzeba było przyznać, że na co dzień była dosyć niezdarna.
- Och, przepraszam Yuuki. - powiedziała Yori, zdając sobie sprawę z tego co się stało.
- Ach, to nic. - uspokoiła ją uśmiechem Yuuki.
- Co wy robicie? - zimny głos nadszedł zza moich pleców.
Zero, no jasne. Tylko on ma tak dobre wyczucie czasu, aby pojawić się akurat, gdy Yuuki udowadnia swoją niezdarność. Muszę przyznać, że Zero był przystojny. I to nie tylko według mnie. Na dziennych zajęciach był uważany za największe "ciasteczko", jak to mówiły dziewczyny. Wysoki, dobrze zbudowany. Uroku dodawały mu rzadko spotykane fiołkowe oczy i tak, jak u mnie białe włosy.
W czasie moich rozmyślań Yuuki, zaczęła tłumaczyć mu co się wydarzyło. Co prawda dosyć chaotycznie, no ale zawsze coś.
- Dzień dobry Zero. - przywitałam się z nim.
- Ach, tak. Dzień dobry. - jego odpowiedź była bardzo obojętna.
Całą czwórką ruszyliśmy do klasy, po drodze Yuuki dyskutowała z Yori o pracy domowej. A ja wróciłam myślami do Zera. Gdyby był bardziej dostępny i częściej się uśmiechał, nie gdyby on kiedykolwiek się uśmiechał, nie mógłby się odpędzić od dziewczyn. Kiedyś bardzo mnie zastanawiało, czemu on jest taki ponury. Kilka razy nawet go o to spytałam. Teraz przeklinam się za swoją głupotę. No bo jak ma się zachowywać ktoś, kto w wieku dziecięcym stracił rodziców przez wampira. Teraz ich nienawidzi, dodatkowo jest Łowcą wampirów, co wzmaga tę nienawiść. No i był prefektem. Co oznaczało ochronę tajemnicy wampirów, czyli wszystkich uczniów z nocnych najęć. Pewnie dla niejednej osoby pomysł trzymania ludzi i wampirów, czyli stworzeń, które żywią się naszą krwią jest no cóż głupie, a wręcz szalone. Co poradzić, nasz dyrektor jest szalonym pacyfistą. Pragnie "lepszego jutra" dla ludzi i wampirów.
Na chwilę zatrzymałam się przed klasą. Witaj matematyko, żegnaj logiczne myślenie. Lekcja była, strasznie męcząca. Nowy dział, trygonometria. Huraa! Zabijcie mnie. Już wolę pięćdziesiąt patroli pod rząd niż lekcje, a tym bardziej pracę domową z matmy.
zajęcia dzienne już się skończyły, prawie wszystkie dziewczyny biegły teraz pod bramę Księżycowego Akademika. Prefekci również musieli się spieszyć. Naszym głównym zadaniem było pilnowanie tajemnicy wampirów, patrolowanie w nocy, aby uczniowie ze Słonecznego Akademika nie łazili nocą oraz "eskortowanie" tych z nocnych zajęć. Tak jak co dziennie dziewczyny pchały się, żeby tylko być jak najbliżej chłopaków.
- Halo! Ogłoszenie dla mądrych inaczej. Zajęcia dzienne się skończyły, a uczniowie na nie uczęszczający mają się natychmiast udać do akademiku! - powiedziałam stojąc na murze, który otaczał Księżycowy Akademik.
- A odwal się! - krzyknęła, któraś z dziewczyn.
- Nie no jeszcze chwila i im przywalę i to Artemisem*- powiedziałam do Yuuki, zeskakując z muru,  na co ta się uśmiechnęła.
- Do tyłu! - krzyknął Zero.
Uczennice od razu wykonały jego rozkaz. Były przerażone jego postawą. Nawet się im nie dziwie, białowłosy był naprawdę wściekły. Usłyszałam charakterystyczne skrzypnięcie, oznaczające otworzenie bramy. Za nią stali uczniowie nocnych zajęć. Przystojni mężczyźni i piękne kobiety. Na ich czele szedł przewodniczący tej klasy, Erik Kuran. Przystojny, wysoki, przywódca wampirów o długich, czarnych włosach i szkarłatnych oczach.
" - Przywódca? Czyli ich król? - spytałam dyrektora.
- Tak, można to tak ująć. - odrzekł.
- Jest jakimś szlachcicem, czy go wybrali?
- Nie. W społeczeństwie wampirów to tak nie działa. Widzisz Kuranowie to jedna z niewielu rodów wampirów czystej krwi. Są oni bardzo potężni i tylko oni mogą przemieniać ludzi w swoich pobratymców. - wyjaśnił Cross.
- Chyba w inne potwory. - mruknął Zero, jednak dyrektor go zignorował.
- To coś jak w Harrym Potterze? 
- Nie. Wampiry mają różne rasy. Czystej krwi, zwani również poziomem A, to tacy, których krew nie jest połączona z ludzką, żaden przodek nie miał z człowiek dotyczenia. Dalej są szlachetnie urodzone, czyli poziom B, mogą one mieć różne moce lub dary, np władanie lodem, albo ogniem. Ich dawni przodkowie mieli jakiś bliższy kontakt z ludźmi, w sensie potomstwo. Są oni ochroniarzami poziomu A.  Następnymi w hierarchii są zwykłe wampiry, poziom C. W ich przypadku jest bardzo różnie. Niekiedy jeden z ich rodziców to człowiek, a drugi wampir, któregokolwiek poziomu. Może być to trochę dalszy przodek. Nie mają żadnych mocy, prócz oczywiście regeneracji z ludzkiej broni, długowieczności, nadludzkiej szybkości i siły. Jest też poziom D, czyli człowiek zamieniony w wampira przez poziom A. Jeśli nie wypije on krwi tego, który go przemienił... staje się poziomem E. Nie ma rozsądku, kieruje się tylko instynktem. Wampiry nawet ich nazywają swoimi pobratymcami. Są one bez żadnego wyjątku likwidowane przez Łowców wampirów. 
- Ale to jest tylko jedna rodzina czystej krwi? - dopytywałam.
- Nie.
- To, dlaczego Erik jest ich przywódcą?
- Kuranowie są najstarszym rodem wampirów, niegdyś to oni rządzili wampirami, potem te fuchę przejęła Rada Wampirów. Jednak wszystkim wampirom poziomu A jest oddawany wielki szacunek.
- Ach, rozumiem. - na tym skończyłam pytania."
Wspomnienie, kiedy dowiedziałam się o całej hierarchii wampirów nagle pojawił się w mojej głowie. Za tę nieuwagę zapłaciłam cenę. Konkretniej mówiąc, uczennice popchnęły mnie wprost pod nogi Erika. Jego refleks uratował mnie przed dosyć możliwym wstrząsem mózgu, lub chociażby jakimiś zadrapaniami. W sumie nie wiem co jest gorsze. Krew przy całej klasie wampirów, czy wstrząs mózgu? Chyba jednak to pierwsze.
Brunet złapał mnie w pasie jedną ręką, w której trzymał również książki, a drugą chwycił za nadgarstek.
- Wszystko dobrze? - spytał zatroskanym głosem.
- T-tak. Dziękuje. - odpowiedziałam rumieniąc się i stając już o własnych siłach. - Bardzo dziękuje za pomoc - powiedziałam kłaniając się*.
- Cieszę się, że nic cie nie jest. - powiedział przykładając dłoń do mojej twarzy. Ten jakże uroczy, ale onieśmielający gest przerwał Zero, zabierając rękę Kurana od mojego polika.
- Nocne zajęcia już się zaczęły Kuran.
- Ależ oczywiście Kiryu. - potwierdził Erik i na czele swojej klasy odszedł w stronę budynku.
Usłyszałam jeszcze tylko wzburzony ton Aidou, mówiący o zniewadze jakiej dopuścił się Zero.
A wy co tu jeszcze robicie? Do pokoi! - krzyknął Zero, po czym wszystkie dziewczyny uciekły przestraszone. - Ech... że codziennie muszę znosić okrzyki tych głupich dziewczyn...
- Co ty robisz?! Mógłbyś okazać choć trochę szacunku! - krzyknęłam na niego.
- O czym ty mówisz?
Zamiast odpowiedzi spojrzałam na niego i wywróciłam oczami.
- Aaa.. O niego Ci chodzi.
- No co ty Sherlocku. - odpowiedziałam mu zirytowanym głosem.
Kiedy nocni uczniowie doszli do szkoły prefekci mieli przerwę, która trwała około dwóch i pół godziny. Mieliśmy czas aby coś zjeść, odrobić lekcje i trochę odpocząć. Potem mieliśmy straż nocną, która polegała na pilnowaniu aby po nocy nie szwendali się żadni uczniowie z dziennych zajęć.
Oczywiście Zero ponownie nie przyszedł, albo się spóźni jak zawsze, byłam tylko ja i Yuuki.
Yuuki maszerowała po naszym posterunku, którym był kamienny balkon szkoły, otoczony metrowym murkiem, na którym aktualnie siedziałam.
- Oho, nuda skończona. - poinformowałam widząc dwie uczennice w czarnych mundurkach, należących do Słonecznego Akademika. 
- One się nigdy nie nauczą. - jęknęła szatynka.
- Co poradzisz, ludzkość to uparty gatunek. - powiedziałam i zmieniłam  pozycję na stojącą. - Widzimy się za kilka minut. - zasalutowałam jej i skoczyłam w stronę pobliskiego drzewa. Złapałam za jedną z grubszych gałęzi po czym gładko wylądowałam na ziemi.
- Imię, nazwisko i klasa. Natychmiast. - rozkazałam. - Jestem pewna, że zostałyście uświadomione o tym, że uczniowie z zajęć nocnych, nie mogą przebywać o tej porze po za internatem.
- Chciałyśmy tylko ich zobaczyć.
- Klasa i nazwisko i do pokoi. - powtórzyłam.
- Ygh. - jęknęła jedna z nich. 
- Co ci jest? - zobaczyłam, że łapie się za zranione kolano. - O nie. - Już do pokoi. - nakazałam.
Poczułam czyjąś obecność. Szybko wyjęłam Artemis i zaatakowałam. Kij zablokował ciemny blondyn o bursztynowych oczach.
- Sprawny atak. - skomentował wampir.
- Poczuliśmy zapach krwi, chcieliśmy sprawdzić co tak ślicznie pachnie. - skomentował niższy od niego.
- Akatsuki, Aidou. - szepnęłam do siebie. - Nie ważcie się do nich podejść. - zagroziłam, kierując Artemisem w zbliżającego się Aida.
- Tyle, że ja mówiłem - złapał za moją dłoń - o twojej krwi. - polizał niewielkie zadrapanie.
Musiałam się zadrapać zeskakując z drzewa. Nie dobrze. 
- Aidou puszczaj! - nakazałam. Jego uścisk był naprawdę mocny, myślałam że zaraz mi ręka zsinieje.
Nie działały na niego moje słowa, a błękit oczu zmienił się w krwistą czerwień. Wpił jeden z ostrych kłów w moją skórę, co spowodowało ulecenie z niej krwi. Uczennice zszokowane, odkryciem tożsamości Aida, zemdlały. Po chwili przyssał się do mojej dłoni, obejmując mnie w talii. Wyrywanie się i krzyki nie pomagały. 
- Smakujesz obłędnie. - wyszeptał mi do ucha. - A z szyi też mogę? - spytał odsłaniając kołnierzyk, czarnego mundurka. 
- Aidou, co ty wyprawiasz? - z cienia wyszedł wysoki brunet.
- Erik? J-ja tylko...
- Doskonale wiesz, że picie krwi jest zakazane. - powiedział chłodno. - Wybacz mi Rose.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się, zasłaniając ranę rękawem.
- Jestem odpowiedzialny za ich czyny. Zostaną oni ukarani, a dziewczętom zmienimy pamięć. - W tym momencie znikąd pojawiła się Senri, i modulowała uczennicom pamięć.
- Dziękuje Erik. - skłoniłam się i wróciłam na posterunek.
Na balkonie prócz Yuuki był również Zero, z którym się od razu przywitałam. 
- Co ci się stało w dłoń?
- Ach nic. To tylko zadrapanie. - wyjaśniłam.
- Masz, lepiej to zabandażuj. Jeszcze któryś z wampirów wyczuje i cię ugryzie. Kto wie, może będziesz jednym z nich. - zaśmiała się podając mi plaster.
Na te słowa Zero spuścił smutno głowę. O tym Yuuki nie wiedziała, ale Zero był jednym z nich. 
- Co z dziewczynami? - spytał.
- Wróciły do pokoi. - odpowiedziałam. Zero bardzo denerwował się na samą myśl, że jakiś wampir mógłby dotknąć mnie, albo Yuuki. Bał się, że stanie się z nami to samo co z jego rodziną, albo nim.
- Skoro tak, pójdę się przejść. - oznajmił i zszedł na dół. 
Patrol do końca był spokojny, a my mogliśmy w końcu wrócić do pokoi. Byłam wykończona, nie dość że straciłam trochę krwi to jeszcze musiałam tam przesiedzieć do drugiej nad ranem. Po tej godzinie już nikt nie śmie wyjść. Czemu? Sama nie wiem, może się boją. Tutaj krąży wiele różnych i dziwnych plotek. Kiedy zegar wskazał drugą wybiegłam zza balkonu i ruszyłam do akademika. Mój pokój był dość daleko, a szeroki korytarz wydawał się być nie skończoną drogą. Ciemno-drewnianą podłogę oświetlało światło Księżyca, dostające się przez duże okna. Na każdej kolumnie przy oknie, przytwierdzone były złote lampy, rzucały światło na kremową ścianę ze złotymi zdobieniami, niby ramami Zatrzymałam się  przed sosnowymi drzwiami, na których widniały dwie białe plakietki z czarnymi napisami. Na jednej było napisane „Pokój nr 128”. Na drugiej zaś, znajdującej się poniżej widniał napis „Rochelle Komo­ri”. Na innych drzwiach są po dwa imiona, tylko ja i Zero mamy pojedyncze pokoje. Otworzyłam drzwi, wchodząc do środka, zapaliłam światło. Sztuczne światło szybko rozjaśniło całe pomieszczenie, a wraz z nim kremowe ściany z drewnianymi akcentami. Od razu skierowałam się s stronę dębowego, jednoosobowego łóżka. Zmęczona opadłam na nie. Najchętniej od razu położyłabym się spać. Niestety nie było o tym mowy. Wzięłam z szafy piżamę, po czym ruszyłam do łazienki. Cieszyłam się, że w każdym pokoju była łazienka. Nie musiałam iść nie wiadomo gdzie, żeby wziąć prysznic. Po wieczornej toalecie, położyłam się od razu spać. 
Biel okrywała wszystko dookoła. Jedyne co się z niej wyróżniało to białowłosa dziewczyna pod kwitnącą wiśnią. Nie widziałam jej twarzy, przez spuszczoną głowę. Od całej scenerii odznaczał się również sztylet w jej dłoni i krew pod stopami. Obok nieznajomej zaczęły się pojawiać znajome mi postacie. Yuuki, Zero, dyrektor Cross, Yori, tyle że wszyscy się nie ruszali i byli bardzo bladzi. Czy oni byli martwi? Nie. Nie! 
- Nie! - krzyknęłam zrywając się do siadu. - To sen. To tylko zły sen. - uspokajałam się, oddychając co raz to wolniej i bardziej równomiernie.

||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||

Słowniczek:
Artemis - anty-wampirza. Artemis jest w swojej "normalnej" formie, zwykłym prętem o długości około 20 centymetrów, może zostać jednak przedłużony, a jego ostateczną formą jest kosa. Jeżeli jakiś wampir go dotknie, wywoła to błyski, które są dla niego nieprzyjemne, ale nie mogą go zabić. Dopiero gdy Artemis przybierze formę kosy, jest wstanie zabić wampira. W mandze jest to broń przekazywana z pokolenia na pokolenie w rodzinie Kuran. A że w tej powieści Yuuki nie należy do tej rodziny, Artemis jest bronią Łowców.

Yuuki kłania się Erikowi, ponieważ w Japonii przy przeprosinach, osoba przepraszająca kłania się tej drugiej, którą przeprasza.

Wiem, że rozdział miał się pojawić wczoraj, ale okazało się, że był napisany tak źle, że musiałam pisać go od nowa. Taki to ja mam fart. Mam nadzieje, że wam się podobał pierwszy rozdział. Drugi postaram się dodać jak najszybciej. Ale niczego nie obiecuje.

A tutaj taki mój podpis :D

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Anielica

Tytuł: "Anielica"

W CAŁEJ POWIEŚCI MOGĄ WYSTĘPOWAĆ SPOILERY O ANIME VAMPIRE KNIGHT ORAZ DIABOLIK LOVERS. W OPISIE RÓWNIEŻ ONE MOGĄ WYSTĄPIĆ. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!

Autor: Rose
Gatunek: Fanfiction
Informacje: Jest to powieść crossover* z universum anime Vampire Knight oraz Diabolik Lovers, występują również OC*. Jeśli ktoś oczekuje tutaj Yuuki x Kaname, albo OC x Kaname, muszę go zawieść Kaname tu nie ma. Jest za to ktoś o jego nazwisku, mający tych samych rodziców co on. Yuuki nie jest siostrą Kurana. Reszta się zgadza. Jak więc widzicie nie idę do końca zgodnie z kanonem Vampire Knight. Niektóre fragmenty mogą przypominać sceny z anime. Pisałam to będąc totalnie zauroczoną anime Vampire Knight i Diabolik Lovers. Nazwisko głównej bohaterki nijak nie odnosi się do anime Diabolik Lovers. Wzięłam pierwsze lepsze japońskie nazwisko jakie mi przyszło do głowy. Również postacie z anime Diabolik Lovers nie są zgodne co do oryginałów. Zachowałam ich niektóre hobby i poszczególne zachowania, wiadomo one się zmieniają. Mam jednak nadzieję, że tak wiele zmian w kanonach, nie zniechęci was do mojej powieści.

Opis: Roschelle Komori jest jedną z wielu uczennic prywatnej Akademii Cross. Wydaje się być zwyczajną placówką edukacyjną, w której znajduje się podział na zajęcia dzienne i nocne. Szkoła ma trójkę prefektów naszą bohaterkę, jej przyjaciółkę Yuuki Cross - córkę dyrektora oraz o dwa lata starszego - Zero Kiryu, adoptowanego syna dyrektora. Ale co jeśli okaże się, że uczniowie z Nocnych Zajęć wcale nie są ludźmi? I co jeśli życie Rose ma wywrócić się o sto osiemdziesiąt stopni w dniu jej szesnastych urodzin?

Serdecznie zapraszam do czytania.

_________________________________________________________________________________
Słowniczek 
Crossoveropowiadanie, w których występują elementy z kilku różnych fandomów
OC – skrót od ang. Original Character; postać wymyślona przez autora tekstu, nieistniejąca w kanonie

Witam Was

Witam wszystkich. Na bloggerze jestem pierwszy raz, wcześniej pisałam na blog.pl, ale postanowiłam sprawdzić bloggera. I jak na razie zapowiada się dobrze. Będzie się tu pojawiała moja powieść pisana wcześniej na blog.pl. Oczywiście zacznę od początku. Pierwszy rozdział pojawi się najpewniej 26.12. Częstotliwość wrzucania rozdziałów może być różna, ale jeśli chcecie być na bieżąco zapraszam na fanpage'a: https://www.facebook.com/RoseAliceRiddle/

Rozdział 2 "Dzień jak co dzień"

Dzisiejszy dzień ewidentnie nie zalicza się do najlepszych. Wczorajszy sen nie dawał mi spokoju, nawet teraz na lekcji o nim myślę. Wpatrywa...